
Sobota, wczesny ranek. Wszystko spakowane. Sakwy przypięte do roweru. Tej wyprawy nie mieliśmy opracowanej w szczegółach, ale to i lepiej, bo można się było spodziewać wielu niespodzianek. Zaraz po przebudzeniu spojrzałem za okno. Ulica mokra, ale deszcz na szczęście już przestał padać. Dobra nasza. Szybkie śniadanie, kawa i na rower. Musiałem dojechać na dworzec kolejowy. Mieszkam w Elblągu, a Tomasz w Olsztynie i właśnie z Olsztyna mieliśmy rozpocząć nasz rajd.
Etap 1 sobota 17 lipca 2006 ok. 90 km
Olsztyn - Klebark Wlk. - Dźwierzuty - Orzyny - Babięta - Zgon - Ruciane-Nida |
O ósmej rano byłem już u Tomasza, jeszcze jedna kawa i ruszamy.
Wyjechaliśmy na szosę prowadzącą do Klebarka Wielkiego. Na drodze prawie nie było ruchu. Tempo spokojne. Co kilka kilometrów mijaliśmy niewielkie wioski. Za miejscowością Prejłowo pierwsza niespodzianka. Całą szerokością jezdni szły beztrosko krowy i za nic w świecie nie miały zamiaru z niej zejść. Ładnie! Czekaliśmy z 20 minut zanim mućki łaskawie podreptały na pole i można było przejechać. Pierwszy niezamierzony postój.
Za wsią Orzyny rozpoczęliśmy odcinek leśny. Jazda, kiedy jest niewielki ruch samochodów, kiedy nie pada (w końcu zaświeciło słoneczko) i gdy są tak miłe okoliczności przyrody, jest naprawdę wspaniała.
Przyjemność spokojnej jazdy skończyła się, kiedy to osiem kilometrów za Orzynami musieliśmy wjechać na szosę 58. Tu trzeba uważać - wiadomo polscy kierowcy nie zawsze z pełnym szacunkiem traktują rowerzystów. We wsi Babięta skręciliśmy na Ruciane. Po drodze minęliśmy miejscowość o wymownej nazwie Zgon, w której zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Nazwa nieszczególna, ale wioska za to pięknie położona nad samym jeziorem Mokre.
Powoli zbliżaliśmy się do mety pierwszego etapu. Jeszcze kilka kilometrów i wreszcie jest
Ruciane-Nida! Piękna miejscowość. Okazało się, że na miejscu byliśmy szybciej niż planowaliśmy. Nie było problemu ze znalezieniem miejsca na biwak. Obóz rozłożyliśmy w ośrodku PTTK "U Andrzeja". Namiot ustawiliśmy na niewielkim wzgórzu, skąd rozciągał się piękny widok na Jezioro Nidzkie. Na kolejny dzień mieliśmy właśnie zaplanowaną trasę wokół tego jeziora. Wieczorkiem jeszcze po małym piwku i spać.
Etap 2 niedziela ok. 12 km
Ruciane-Nida - Leśniczówka Pranie - Ruciane-Nida |

I niestety pierwsza przykra niespodzianka. Od rana bardzo mocno padało. Z trasy wokół jeziora nici. Postanowiliśmy zmienić plany i udać się do położonej kilka kilometrów za Nidą, w Puszczy Piskiej,
leśniczówki Pranie. Droga do niej nie najlepsza, ale samo miejsce jest magiczne i warte zwiedzenia. To właśnie tu przez pewien czas mieszkał i tworzył
Konstanty Ildefons Gałczyński. W Praniu powstały takie utwory jak np.:
Kronika Olsztyńska, Niobe, Wit Stwosz, Spotkanie z matką, Pieśni, Księżyc, W leśniczówce.
Trafiliśmy akurat na recytację wierszy Gałczyńskiego. Po wysłuchaniu poezji i obowiązkowej sesji fotograficznej, wróciliśmy do Nidy.

Popołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu miasteczka. Deszcz ciągle siąpił, mimo to żałowaliśmy, że nie wyjechaliśmy na trasę wokół jeziora. Ale mówi się trudno. Trzeba będzie tu wrócić i spróbować jeszcze raz!
Wieczorem kąpiel w jeziorze. Pierwsza tego lata! Woda cudowna, bardzo ciepła. Niebo w końcu się rozpogodziło, więc kolejny wieczór spędziliśmy na pomoście rozkoszując się widokiem na Jezioro Nidzkie, no i smakiem złocistego płynu.
Jutro jedziemy dalej!
Etap 3 poniedziałek ok. 90 km
Ruciane-Nida - Wejsuny - Niedźwiedzi Róg - Karwik - Zdory - Nowe Guty - Chmielowo - Łuknajno - Mikołajki |

Ranek przywitał nas pięknym słońcem. Tego dnia zaplanowaliśmy trasę wokół jeziora Śniardwy. Byliśmy niezmiernie ciekawi, jak będzie ona wyglądała, w końcu linia brzegowa tego "akweniku" do najkrótszych nie należy.
Z Rucianego-Nidy wyjechaliśmy szosą w kierunku wsi Wejsuny. Zaraz za nią skończył się asfalt i zaczęła droga szutrowa. Po dotarciu do miejscowości
Niedźwiedzi Róg, przed naszymi oczami rozpostarała się panorama na całe jezioro Śniardwy. "W życiu piękne są tylko chwile" - i to była właśnie jedna z nich. Przepiękny widok olbrzymiej ilości błękitnej toni jeziora, gdzie z trudnością można dostrzec drugi brzeg. Naprawdę chciało się tu zostać na bardzo długo.
Dalej udaliśmy się do miejscowości Karwik. Trasa wiodła wyłącznie przez las. Jechaliśmy praktycznie cały czas wąską ścieżką, napawając się intensywnym zapachem lasu. To, co dobre szybko się kończy i za wsią Karwik trzeba było wjechać na szosę Pisz - Orzysz. A tam auto za autem. Po kilku kilometrach skręciliśmy w stronę miejscowość Zdory, a stąd do Nowych Gut. Droga o bardzo małym natężeniu ruchu, więc jechało się bardzo przyjemnie. W pewnym momencie, ujrzeliśmy jakiegoś tubylca siedzącego na poboczu. Jak zobaczył dwóch rowerzystów, bez słowa zapytania z naszej strony, krzyknął - na Nowe Guty? To tam! - machnął ręką wskazując kierunek. To miłe, ot tak, zwykła bezinteresowna pomoc.
We wspomnianej miejscowości trochę odsapnęliśmy. Za nami już ponad połowa trasy wyznaczonej na ten dzień. Jeszcze kilka kilometrów i byliśmy po północnej części Śniardw.
Od miejscowości Dziubiele do samych Mikołajek trasa prowadziła przez las, ale nawierzchnia jej była kamienista. Trzeba przyznać, że nieźle nas wytrzęsło. Do
Mikołajek przyjechaliśmy mocno zmęczeni. Cały dzień jazdy zrobił swoje. Miejsce na biwak znaleźliśmy na prywatnej posesji.
Po kolacji, mimo zmęczenia, udaliśmy się na krótkie zwiedzanie Mikołajek. Turystów wiadomo - cała masa, w porcie mnóstwo jachtów i tych większych, i tych skromniejszych. Co chwila knajpa z muzyką szantową.
Oj szkoda, że nie mogliśmy tu zostać dłużej!
Etap 4 wtorek ok. 37 km
Mikołajki - Woźnice - Bogaczewo - Wilkasy - Giżycko |

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jedziemy do Giżycka! Do kolejnej słynnej miejscowości mazurskiej. Mikołajki mimo to pożegnaliśmy z żalem. Tym razem przed nami etap łatwy, gdyż liczył zaledwie 37 km. Trasa bardzo malownicza, od miejscowości Szymonka ciągnie się cały czas wzdłuż jezior: najpierw Jagodne, a potem Niegocin. Do
Giżycka dotarliśmy dość szybko.
Bez problemu znaleźliśmy miejsce na biwak (Camping "Zamek") i mogliśmy pójść zwiedzić miasto oraz oczywiście słynną Twierdzę Boyen.
Wieczorkiem ruszyliśmy na szanty do portu. Świetna zabawa! Wróciliśmy już po północy pamiętając o kolejnym dniu wyprawy.
Etap 5 środa ok. 60 km
Giżycko - Kurklanki - Banie Mazurskie - Gołdap |
Przed nami trasa do Gołdapi. Ruszyliśmy w stronę wsi Kruklanki, miejscowości, gdzie rok rocznie obchodzone jest święto Kupały. Między jeziorm Wilkus a Gołdapiwo mało nam głów nie urwało. Wiało tak mocno, że ciężko było utrzymać równowagę na rowerze. Dalej droga wiodła przez coraz to bardziej pagórkowate tereny. Stwierdziliśmy, pewnie nieprzesadnie, że wzniesienia przed Baniami Mazurskimi przypominają krajobrazy bieszczadzkie. Wspaniały widok. W Baniach skręciliśmy na Gołdap.
W
Gołdapi byliśmy po południu. Biwak rozbiliśmy na dziko obok domków letniskowych nad jeziorem Gołdap.
Dodatkową atrakcją była nocna wizyta miejscowych gryzoni. Do namiotu nie weszły, ale resztki kolacji zjadły.
Etap 6 czwartek ok. 50 km
Gołdap - Banie Mazurskie - Węgorzewo |
Po przygodach ze zwierzątkami wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Węgorzewa. To był najtrudniejszy dzień. Zaczęło lać i wiał silny wiatr. Odcinek do Węgorzewa wynosi około 50 km, ale w takich warunkach wydawał się dwa razy dłuższy. Zrobiło się zimno. Wiatr był taki, że nasza średnia prędkość nie przekraczała 12 km/h. Na szlaku porządnie zmokliśmy. Wydawało się, że chyba nie dotrzemy na miejsce. Po bardzo męczącej jeździe z wielką ulgą zobaczyliśmy tablicę z napisem
Węgorzewo.
Miejsce na biwak znaleźliśmy w ośrodku wypoczynkowym WDW "Węgorzewo" nad jeziorem Święcajty (całkiem tam przyjemnie i niedrogo).
Wiatr nie dawał za wygraną, więc do wieczora czas spędziliśmy w namiocie.
Niestety. Takie czynniki jak zła pogoda i coraz chudszy portfel, zmusiły nas do podjęcia decyzji o skróceniu wyprawy (pierwotny plan przewidywał dotarcie na rowerach do samego Olsztyna). Po kolacji postanowiliśmy godnie uczcić zakończenie naszej wyprawy w tawernie nad jeziorem.
Etap 7 piątek ok. 23 km
Węgorzewo - Giżycko |

Rano udaliśmy się do Giżycka, gdzie kupiliśmy bilety na pociąg do Olsztyna. Do odjazdu pozostało sporo czasu, więc mogliśmy jeszcze raz pospacerować po giżyckim porcie.
Pomimo iż pogoda nie była najlepsza, to wyprawę na Mazury uznajemy w pełni za udaną. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - motto naszej podróży po raz kolejny dowiodło, że piękne miejsca, dziką przyrodę, ciekawych ludzi można znaleźć tak blisko od swojego domu.
tekst: Tomasz Rylski, Tomasz Radulewicz